Twoje Tychy: Nowe, lepsze życie

0
57

Niedawno minął rok odkąd Andżelika i Siergiej z Donbasu zamieszkali w naszym mieście. – Zostaliśmy tutaj bardzo ciepło przyjęci. Bardzo wszystkim dziękujemy – mówią.
Małżonkowie zgodnie przyznają, że w Tychach mieszka im się bardzo dobrze. Obydwoje mają pracę, którą lubią. Przez ostatni rok zdążyli już poznać miasto.
Nawet nie myśleliśmy, że Tychy okażą się takim pięknym i zielonym miastem – mówią. W wolnych chwilach bardzo lubią spacerować, szczególnie w okolicach Jeziora Paprocańskiego. Chętnie odwiedzają również Rynek na Starych Tychach i plac Baczyńskiego. Są także kibicami GKS Tychy. Chodzą na mecze piłki nożnej i na hokej. Stadion Miejski to jedno z ich ulubionych miejsc na mapie naszego miasta.
Po nitce do kłębka
Przypomnijmy, małżonkowie Andżelika i Siergiej Mykhailishyn w styczniu 2015 roku zostali ewakuowani z ogarniętego wojną Donbasu. Gdy tylko rząd RP podjął decyzję o ewakuacji osób polskiego pochodzenia, nie zastanawiali się ani minuty. – Nie było nad czym. Oczywiście ciężko nam było opuścić rodzinne strony i wyjechać do innego kraju, ale wojna to okropieństwo. Praktycznie mieliśmy kilka dni na załatwienie formalności i spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy – wspomina Siergiej.
Wszyscy ewakuowani z Donbasu najpierw autokarami byli przewożeni do Charkowa. Tam w ciągu kilku dni musieli załatwić wszystkie potrzebne do wyjazdu dokumenty. – Następnie wojskowymi samolotami zostaliśmy przetransportowani do Malborka, a stamtąd do małej miejscowości pod Olsztynem. Tam czekaliśmy na dalszy rozwój wydarzeń, czyli na wytyczne w jakim mieście możemy zamieszkać – opowiada Siergiej. Potem dowiedzieli się, że mogą zamieszkać w Tychach i tak zaczęło się ich nowe życie.
Pierwsze przyjaźnie
Pani Andżelika przyznaje, że małżonkowie mają kontakt z innymi ukraińskimi rodzinami, które uciekając przed wojną, przyjechały do Polski. Dziś mieszkają w różnych miastach, m.in. w Warszawie, Opolu czy Wrocławiu. – Byliśmy w odwiedzinach m.in. w stolicy i w Opolu. Podobało nam się, ale najlepiej czujemy się w Tychach. Mieliśmy szczęście zamieszkując tutaj – mówi nasza rozmówczyni.
W Polsce państwo Mykhailishyn mają również krewnych. – Mój ojciec pochodzi z Podkarpacia. Do dziś mam tam wuja i kuzynów. Byliśmy nawet u nich z wizytą – opowiada Siergiej. – Widziałem dom, w którym wychowywał się mój ojciec. Co prawda mieszkają tam obcy ludzie, ale miło było zobaczyć miejsce, z którego pochodzą moi przodkowie – przyznaje.
Obecnie rodzice pana Siergieja mieszkają na Ukrainie. Bardzo chcieliby odwiedzić syna w Polsce, ale wiek i zdrowie już im na to nie pozwalają. – Jesteśmy w stałym kontakcie. Dlatego wiemy, że na Ukrainie nic się nie zmieniło. Koszmar wojny trwa nadal – mówi ze smutkiem Siergiej.
Rodzina w komplecie
Kilka dni temu do małżonków dołączył syn Mykyta. Jest w Tychach po raz pierwszy. Nie miał okazji jeszcze dobrze poznać miasta, ale na razie wielkie wrażenie wywarła na nim Bramy Słońca. – Nigdy nie widziałem takiego dziwnego budynku – mówi z uśmiechem.
Mykyta niedawno skończył na Ukrainie studia prawnicze pierwszego stopnia. Magisterkę planuje robić w Polsce. Taka decyzja bardzo cieszy rodziców, bo wtedy cała rodzina wreszcie będzie w komplecie. W październiku zdaje egzamin na „Kartę Polaka” w konsulacie w Charkowie. Już teraz pilnie się do niego przygotowuje. Intensywnie uczy się języka polskiego, poznaje naszą historię i tradycję. Jeżeli uzyska wynik pozytywny, będzie mógł podjąć w Polsce studia nieodpłatnie. Jak mówi Mykyta, to jego wielkie marzenie, zamieszkać na stałe z rodzicami i rozpocząć nowe życie w Polsce.
Na zdjęciu: Państwo Andżelika i Siergiej Mykhailishyn z synem Mykytą.
Foto: Ewa Strzoda