Nowy sezon, stare błędy

0
90

W piątek, 20 września hokeiści GKS Tychy zainaugurowali sezon 2013/2014. Tyszanie przegrali na własnej tafli z 1928 KTH Krynica 2:4. Podobnie jak w poprzednim sezonie o przegranej zdecydował brak skuteczności oraz niepotrzebne kary.
Na ten dzień czekali wszyscy kibice w Tychach. Po zawirowaniu wokół rozgrywek w ramach PHL, włodarze klubów porozumieli się z działaczami PZHL i hokeiści wreszcie mogli wyjechać na lód. Zanim to jednak nastąpiło przed spotkaniem w Tychach byliśmy świadkami małej uroczystości. Z kibicami pożegnał się pan Michał Grodzki, który przez wiele lat był bramkarzem GKS Tychy, a później spikerem na tyskim lodowisku.
Już w pierwszej tercji piątkowego spotkania można było zauważyć różnice między sparingiem a spotkaniem ligowym. Zawodnicy obu zespołów nie szczędzili sił i zostawili wiele zdrowia na tafli. Zabrakło jedynie skuteczności po obu stronach w konsekwencji czego do przerwy na tablicy świetlnej widniał bezbramkowy remis.
Worek z bramkami rozwiązał się tuż po wznowieniu gry. W 21. minucie sposób na Stefana Zigardiego znalazł Krzysztof Zapała i wyprowadził gości na prowadzenie. Ten sam zawodnik pięć minut później wykorzystał moment, w którym oba zespoły grały w czteroosobowych składach i podwyższył na 0:2. Tyszanie odpowiedzieli w 27. minucie, gdy Michał Kotlorz zamienił grę w przewadze na bramkę. Tyski obrońca oddał potężny strzał z niebieskiej i nie dał szans zasłoniętemu Przemysławowi Odrobnemu.
Trzecią odsłonę ponownie lepiej rozpoczęli goście. W 44. minucie trzecią bramkę dla gości zdobył Leszek Laszkiewicz, który nie miał problemu z pokonaniem tyskiego bramkarza. Miejscowi nie złożyli broni i za wszelką cenę starali się zdobyć kontaktową bramkę. Udało się w 47. minucie, gdy zamieszanie pod bramką KTH wykorzystał Josef Vitek. Gdy wydawało się, że podopieczni Jiriego Sejby są na najlepszej drodze do wyrównania, sędzia Przemysław Kępa zaczął odsyłać tyszan na ławkę kar, co skutecznie wybiło ich z rytmu. Na domiar złego kryniczanie wykorzystali jedną z przewag i po strzale Thomas Muhonena odzyskali dwubramkowe prowadzenie. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i zawodnicy GKS Tychy musieli przełknąć gorycz porażki. Mimo niekorzystnego wyniku kibice podziękowali zawodnikom za ambitną walkę do końca.
– Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz. KTH ma nowy zespół i też chcieli za wszelką cenę wygrać. Brakowało nam skuteczności, za dużo graliśmy w osłabieniu oraz brakuje w naszej grze lekkości. Dwie pierwsze bramki straciliśmy po błędach na niebieskiej, kolejna była dość przypadkowa, a ostatnią straciliśmy w osłabieniu. W przyszłości musimy bardziej uważać, żeby nie łapać niepotrzebnych kar – powiedział po spotkaniu Milan Baranyk.
Krótko piątkowe spotkanie podsumował trener Jiri Sejba, który również jako przyczyny porażki wskazał brak skuteczności i niepotrzebne gry w osłabieniu.


GKS Tychy – 1928 KTH Krynica 2:4 (0:0, 1:2, 1:2)
0:1 – K. Zapała – T. Malasiński (20:46)
0:2 – K. Zapała – N. Besch (24:19) 4/4
1:2 – M. Kotlorz – A. Bagiński (26:52) 5/4
1:3 – L. Laszkiewicz –  T. Muhonen – K. Dziubiński (43:33)
2:3 – J. Vitek – M. Baranyk (46:27)
2:4 – T. Muhonen – L. Laszkiewicz (54:18) 5/4
Kary: 20 min.  – 16 min.
Widzów: 2200
 
GKS Tychy: Zigardy – Kotlorz (2), Havlik (4); Woźnica (4), Bagiński, Vitek – Mojzis, Gwiżdż (2); Guzik (6), Galant, Witecki – Durak, Wanacki (2); Baranyk, Parzyszek, Rzeszutko – Sowa, Sulka; Piorun, Chromicz.
KTH Krynica: Odrobny – Besh (2), Dutka; Kolusz, Zapała, Malasiński (2) –  Wajda, Milovanovic (2); Laszkiewicz, Pasiut, Łopuski – Skrzypkowski, Myjak (6); Gruszka (2), Dziubiński, Muhonen – Zieliński, Kruczek (2); Bryła, Majoch, Kisielewski.