W pierwszym meczu o mistrzostwo II ligi grupy 2 siatkarze TKS Nascon Kopex Tychy przegrali z KS Milicz 0:3.
Początek należał do gości, którzy po kilku wymianach objęli prowadzenie. Na tle tyszan rywale prezentowali się skuteczniej w ataku, dobrze grali blokiem, natomiast siatkarzom TKS trudno było złapać właściwy rytm. Za dużo było błędów, zepsutych piłek, a odrobienie strat utrudniała także słaba zagrywka. Dopiero w końcówce TKS uporządkował grę i ze straty 7 punktów (14:21) tyszanie doprowadzili do remisu 22:22, chwilę potem obejmując prowadzenie 23:22. Jednak końcówkę rozegrali bardzo nerwowo i to rywale wygrali 25:23.
W drugim secie role się odwróciły – tyszanie zaczęli dyktować warunki, prowadząc przez cały czas z przewagą kilku punktów. Po okresie słabszej gry, kiedy przewaga z pięciu punktów stopniała do dwóch, TKS trener Słaby poprosił o czas. Niewiele to pomogło – dwa błędy i trener znów wziął czas. Rywale doprowadzili do wyrównania 19:19, potem zdobyli punkt, ale zaliczyli autową zagrywkę. Po atomowym uderzeniu znów prowadzli – 21:20. Tyszanie nawet nie próbowali blokować przy następnej akcji i było 22:20 dla Milicza. Gospodarze zdobyli punkt, a chwilę później Owczarski przywrócił stan meczu na 22:22. Prowadzenie objęli tyszanie 23:22, jednak rywale skutecznie zablokowali akcję Kupisza – 23:23. Blok rywali zdobył punkt, tyski natomiast był, niestety, autowy…
W trzecim secie tyszanie zaczęli od prowadzenia 4:1, jednak po kilku minutach wynik zmienił się na 6:7. Był to wyrównany fragment spotkania, walka toczyła się o każdą piłkę. Tyszanom udało się objąć prowadzenie 16:15, ale potem prowadzenie objęli grający z dużą swobodą rywale – 22:20. TKS odrobił ponownie straty i przy stanie 22:22 dwa kolejne punkty zdobył Milicz. Ostatnie słowo w tym meczu także należało do gości, który ponownie wygrali 25:23.
Jutro drugi mecz o godz. 16 w hali przy al. Piłsudskiego.
TKS Nascon Kopex Tychy – KS Milicz 0:3 (23:25, 23:25, 23:25).
TKS Tychy: Roch, Kiwior, Miller, Kozioł, Owczarski, Siewiorek (L), Kupisz, Bilgoń, Pić.
Foto: Leszek Sobieraj

