Mimo zimowej aury, spotkanie GKS Tychy z ŁKS Łódź odbyło się, a na boisku lepsi byli tyszanie. GKS wygrał 3:1 po dwóch golach Marcina Folca i jednym samobójczym.
Spotkanie rozegrano w bardzo trudnych warunkach, bowiem jeszcze godzinę przed meczem na murawie zalegał śnieg. Piłkarze obu zespołów od pierwszego gwizdka sędziego atakowali bramkę rywali. W 20. min. Maciej Mańka wyłożył piłkę Marcinowi Folcowi, a ten bez problemu pokonał Bogusława Wyparłę. Chwilę wcześniej groźnie głową uderzał Łukasz Kopczyk. Po objęciu prowadzenia GKS cofnął się, pozwalając na śmielsze ataki gościom z Łodzi i czekając na okazje do kontrataku. Przez to więcej pracy miała obrona GKS, a ataki łodzian kończyły się na Łukaszu Kopczyku, albo Piotrze Misztalu.
Po zmianie stron obraz gry nie zmienił, tyszanie wciąż kontrolowali przebieg gry stwarzając sobie okazje do zdobycia gola. Taką w 61. min. celnym strzałem zakończył Marcin Folc. Tym razem najskuteczniejszy zawodnik GKS wykorzystał podanie Mateusza Kupczaka. ŁKS zdobył gola na pięć min. przed końcem gry, a rzut karny po faulu Tomasza Balula wykorzystał Paweł Kaczmarek.
W doliczonym czasie gry tyszanie zdobyli trzeciego gola, a piłkę do bramki Wyparły skierował Konrad Kaczmarek – pomocnik łodzian. Podopieczni Piotra Mandrysza zasłużenie zwyciężyli, szkoda tylko, że tego nie obejrzeli kibice obu zespołów. Fani obu ekip przyjaźnią się od wielu lat, a mimo to policja nie zezwoliła na wpuszczenie większej części kibiców na stadion. Zachowanie jest niezrozumiała, bowiem nie mogło dojść do żadnych niemiłych incydentów w czasie meczu.
GKS Tychy – ŁKS Łódź 3:1 (1:0).
Bramki: Folc 2, K. Kaczmarek – sam. GKS: Misztal – Mańka, Kopczyk, Balul, Mączyński – Rocki (89. Žunić), Kupczak, Babiarz (70. Wawoczny), Bukowiec (77. Małkowski), Chomiuk – Folc.
Fot. Łukasz Sobala
Spotkanie rozegrano w bardzo trudnych warunkach, bowiem jeszcze godzinę przed meczem na murawie zalegał śnieg. Piłkarze obu zespołów od pierwszego gwizdka sędziego atakowali bramkę rywali. W 20. min. Maciej Mańka wyłożył piłkę Marcinowi Folcowi, a ten bez problemu pokonał Bogusława Wyparłę. Chwilę wcześniej groźnie głową uderzał Łukasz Kopczyk. Po objęciu prowadzenia GKS cofnął się, pozwalając na śmielsze ataki gościom z Łodzi i czekając na okazje do kontrataku. Przez to więcej pracy miała obrona GKS, a ataki łodzian kończyły się na Łukaszu Kopczyku, albo Piotrze Misztalu.
Po zmianie stron obraz gry nie zmienił, tyszanie wciąż kontrolowali przebieg gry stwarzając sobie okazje do zdobycia gola. Taką w 61. min. celnym strzałem zakończył Marcin Folc. Tym razem najskuteczniejszy zawodnik GKS wykorzystał podanie Mateusza Kupczaka. ŁKS zdobył gola na pięć min. przed końcem gry, a rzut karny po faulu Tomasza Balula wykorzystał Paweł Kaczmarek.
W doliczonym czasie gry tyszanie zdobyli trzeciego gola, a piłkę do bramki Wyparły skierował Konrad Kaczmarek – pomocnik łodzian. Podopieczni Piotra Mandrysza zasłużenie zwyciężyli, szkoda tylko, że tego nie obejrzeli kibice obu zespołów. Fani obu ekip przyjaźnią się od wielu lat, a mimo to policja nie zezwoliła na wpuszczenie większej części kibiców na stadion. Zachowanie jest niezrozumiała, bowiem nie mogło dojść do żadnych niemiłych incydentów w czasie meczu.
GKS Tychy – ŁKS Łódź 3:1 (1:0).
Bramki: Folc 2, K. Kaczmarek – sam. GKS: Misztal – Mańka, Kopczyk, Balul, Mączyński – Rocki (89. Žunić), Kupczak, Babiarz (70. Wawoczny), Bukowiec (77. Małkowski), Chomiuk – Folc.
Fot. Łukasz Sobala

