Rozmowa z prof. Markiem S. Szczepańskim

0
464
tychy.pl: Pochodzi Pan z Częstochowy, miasta zupełnie odmiennego od naszego. Jakie były Pana pierwsze wrażenia po przyjeździe do Tychów?
Marek S. Szczepański:
Pod koniec lat siedemdziesiątych otrzymałem spółdzielcze mieszkanie w Tychach, na osiedlu Regina. Do dziś pamiętam ogromne zdziwienie, jakie towarzyszyło mi w czasie pierwszej wizyty. W Częstochowie zabudowa miejska jest gęsta, zwarta. Wszystkie elementy miejskie są jednoznacznie zdefiniowane. Występuje plac, uliczka, kamienica, podwórko i atrium. To co zobaczyłem w Tychach, było zupełnie niemiejskie. Pamiętam, że wysiadłem na nieistniejącej już stacji Tychy-Żwaków, bo powiedziano mi, że z tej stacji będzie łatwiej dostać się do osiedla Regina. Tam po raz pierwszy zobaczyłem bloki zbudowane z wielkiej płyty, wszystkie miały bardzo podobny wygląd, podobną estetykę. Sprawiały wrażenie zabudowy przypadkowej.
Właśnie owa wielka płyta była przedmiotem polemik, jakie toczył Pan z profesorem Kazimierzem Wejchertem…
Z panem profesorem Kazimierzem Wejchertem pozostawałem, jeśli mogą tak powiedzieć, w życzliwym, choć polemicznym dialogu. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy i ten polemiczny aspekt dotyczył kilku elementów tyskich.
Może na początek proszę powiedzieć, co Pana zdaniem jest wartościowe w koncepcji miasta profesora Wejcherta?
Profesora bardzo ceniłem za koncepcję osiedla B, które przypomina małe miasteczko. Dla socjologa, dobry urbanista, dobry architekt projektuje takie przestrzenie, w których ludzi jest nie więcej niż pięć tysięcy. Wtedy mogą się oni dobrze znać i kontaktować. Wyższa jest również kontrola społeczna. Za doskonałe rozwiązanie urbanistyczne uważam również koncepcję osiedla A, zbudowanego przez prof. Tadeusza Teodorowicza-Todorowskiego.
Czego zatem dotyczyły polemiki z Kazimierzem Wejchertem?
Dotyczyły kilku spraw, ale fundamentalnych i rzutujących na kształt miasta profesora i mojego miasta. Przede wszystkim, bardzo krytycznie oceniałem wspomnianą już wielką płytę. Dla mnie jest to materiał zupełnie niemiejski. Domy z wielkiej płyty są ogromne, człowiek przy nich jest nie duży, a wręcz bardzo mały. Przypominają mi domy z filmów Zanussiego, gdzie ludzie mieszkają obok siebie i nic o sobie nie wiedzą. W socjologii określa się to mianem samotności w tłumie. Właśnie ta anonimowość, brak walorów estetycznych, marnotrawstwo przestrzeni, bo dom z wielkiej płyty musiał być oddalony o dwie wysokości od domu następnego, to wszystko sprawiało, że byłem jednoznacznym przeciwnikiem, krytykiem wielkiej płyty.
Czy profesor bronił swojej koncepcji, bo biorąc pod uwagę tamte realia polityczne, niewiele mógł zrobić…
Profesor na pewno podzielał ten mój pogląd, ale rzeczywiście, formalnie nic nie mógł zrobić, ponieważ wielka płyta to był budulec, jaki dostarczano wówczas na budowę. W duchu czuję, że profesor rozumiał moją krytykę, choć wtedy byłem młody i zadziorny i te nasze polemiki były rzeczywiście bardzo mocne, ale z zachowaniem wszystkich zasad akademickich.
Co jeszcze było przedmiotem Pana krytyki?
Poza wielką płytą, bardzo przeszkadzały mi dziesiątki, jeśli nie setki normatywów, standardów, obligów. Jak na młodego badacza przystało, skrupulatnie dzień po dniu, precyzyjnie śledziłem te normatywy i włosy mi na głowie stawały.
Dlaczego?
Podam przykład: uwielbiam rzeźbę miejską, ale czy powinien być normatyw mówiący, ile rzeźb ma przypadać na jeden hektar zabudowy?
Nie.
Oczywiście, że nie. Rzeźba ma być skomponowana, skorelowana z przestrzenią. I podobnie, ile ruchów musi wykonać żuraw, żeby pojawił się jeden metr sześcienny kubatury? Dokładnie sześć. Takich zapisów były dziesiątki, musiały one uwierać profesora, ale musiał się im podporządkować. Ja to bardzo krytycznie oceniałem, bo takie normatywy zabijają finezję profesorską. Zabijają również finezyjność w urbanistyce, w architekturze. Profesor Wejchert był na tyle wybitnym, że sobie z nimi radził, ale krytycznie ich nie oceniał. I to był właśnie drugi punkt polemiczny.
Krytycznie oceniał Pan również koncepcję budowy miasta o dośrodkowym charakterze
Tak. Trzeci, bardzo sporny punkt dotyczył pracy habilitacyjnej pani Hanny Adamczewskiej – Wejchert, którą to pracę podzielał również profesor Kazimierz Wejchert – chodzi o koncepcję wędrującego centrum i budowy miasta o dośrodkowym charakterze. Ja, jak już mówiłem, jestem przyzwyczajony do tradycyjnych miast, gdzie jest rynek – przestrzeń centralna – dookoła instytucje, być może podziemia i wokół tego narastają kolejne warstwy miejskie. Jest to tzw. koncepcja miasta od środka. Mistrzami tutaj byli Rzymianie. Profesor Hanna Adamczewska-Wejchert pomyślała, że zbuduje wędrujące centrum. Czyli będzie budowane osiedle B i będzie miało centrum, będzie osiedle C i też będzie centrum i tak dalej. Aż centrum przywędruje do właściwego centrum, które profesor Wejchert zdefiniował na kwadrat kilometrowy, który roztacza się na skrzyżowaniu Osi Zielonej i wykopu kolejowego. Punktem spornym był również ten wykop. Moim zdaniem stwarza on barierę symboliczną i dzieli miasto na dwie części.
Jak teraz po latach Pan wspomina, ocenia tamte polemiki z Kazimierzem Wejchertem?
To były trudne rozmowy, ale w dobrej atmosferze. Ja uczyłem się od profesora i mam wrażenie, że on uczył się też ode mnie. To był wybitny człowiek ulokowany w pewnym systemie politycznym, który pewne rzeczy na nim wymuszał.

biografia
Marek S. Szczepański ur. w 1956 roku w Częstochowie. Jest profesorem socjologii, wykładowcą akademickim. Specjalizuje się w zakresie socjologii edukacji, socjologii miasta i regionu, socjologii społeczności lokalnych, teorii rozwoju społecznego. Od ponad dwóch lat jest członkiem Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych przy Prezydencie RP. Autor licznych publikacji naukowych.
Muzeum zaprasza
Przypominamy, że do połowy stycznia 2013 roku w sali ekspozycyjnej Muzeum Miejskiego w Tychach (ul. Katowicka 9) można oglądać wystawę „Profesor Kazimierz Wejchert. W stulecie urodzin”. Wstęp wolny.
Fot. E. Madej