W piątek, 5 października hokeiści GKS Tychy skrzyżowali kije z zawodnikami Nesty Karawela Toruń. Tyszanie byli zdecydowanie lepszą drużyną i w pewny sposób wygrali 4:0. Bohaterem spotkania został Roman Simicek, który strzelił dwie bramki.
Na tle outsidera z Torunia zawodnicy GKS Tychy dobrze się zaprezentowali. Niemal przez całe spotkanie gra toczyła się w tercji przyjezdnych. Tyszanie wymieniali wiele podań i zawiązywali składne akcje. Jedynym mankamentem, który muszą koniecznie wyeliminować jest słaba skuteczność. Wynik, który uzyskali nie oddaje w pełni przewagi jaką mieli na lodzie.
Od pierwszych minut tyszanie utrzymywali krążek w tercji obronnej przyjezdnych. Niestety przewaga w posiadaniu krążka nie przełożyła się na liczbę celnych strzałów. Po mniej więcej pięciu minutach goście nieco okrzepli i gra się wyrównała. W 10. minucie pierwszą bramkę dla miejscowych strzelił Roman Simicek, który strzałem z okolicy bulika zaskoczył bramkarza przyjezdnych. Chwilę później w podobnej sytuacji próbował Mikołaj Łopuski, ale tym razem na posterunku był Michał Plaskiewicz. Tyszanie rozstrzelali się na dobre, a w 12. minucie składną akcję trzeciej formacji wykończył Radosław Galant. Po strzeleniu drugiej bramki miejscowi ponownie zamknęli torunian w ich tercji obronnej, co sprawiło, że broniący tyskiej bramki Przemysław Witek nie miał zbyt wiele pracy. Jedną z nielicznych okazji do wykazania się miał w 18. minucie gdy na bramkę uderzał Daniel Minge. Tuż przed końce pierwszej odsłony groźnie na bramkę przyjezdnych uderzał Mikołaj Łopuski, ale tym razem górą był Michał Plaskiewicz.
Druga odsłona rozpoczęła się od kary Romana Simicka, co nie przeszkodziło tyszanom w prowadzeniu wyrównanej gry. W 23. minucie groźnie na bramkę Michała Plaskiewicza uderzał Matus Leskoviansky, który nareszcie miał więcej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Trzy minuty później ten sam zawodnik znalazł się sam na sam z bramkarzem gości, ale tym razem uderzył minimalnie niecelnie. W 28. minucie tyszanie byli bardzo blisko strzelenia trzeciej bramki. Grzegorz Pasiut zmienił tor lotu krążka, który przetoczył się zaraz koło słupka. Siedem minut później sytuacji sam na sam nie wykorzystał Milan Baranyk, który nie zdołał przenieść krążka nad leżącym bramkarzem gości. Kolejnej bramki kibice doczekali się w 36.minucie, kiedy Mikołaj Łopuski mocnym strzałem posłał krążek między parkanami Michała Plaskiewicza.
Trzecia odsłona była bardziej wyrównana. Podopieczni Jana Vodili podwyższyli na 4:0 w 45. minucie, gdy zamieszanie pod bramką przyjezdnych wykorzystał Roman Simicek. Cztery minuty później goście przeprowadzili szybką akcję, po której w dobrej sytuacji znalazł się Bartosz Pieniak. Na szczęście Przemysław Witek zachował koncentracje i zakrył krążek ciałem. Chwilę później na tyską bramkę strzelał Jacek Dzięgiel, ale i tym razem lepszy okazał się bramkarz miejscowych. W 55. minucie bliski zdobycia piątej bramki był Teddy Da Costa, ale tym razem krążek odbił się od słupka. Ostatecznie GKS Tychy wygrał 4:0.
Po dzisiejszym zwycięstwie tyszanie dopisali do swojego dorobku kolejne trzy punkty, które pozwoliły im awansować na trzecie miejsce w tabeli PLH.
– To był mecz do jednej bramki. Ciężko się gra z zespołami, które ciągle się bronią, ale na szczęście udało nam się strzelić cztery bramki. Tej drużynie czegoś jeszcze brakuje, a ja wiem co to jest. Jednak póki co nie chcę o tym rozmawiać. Nie da się od razu zbudować zespołu, to ciągły proces. W niedzielę czeka nas trudny mecz z Sanokiem, który planujemy zagrać na cztery formacje – powiedział wyraźnie rozluźniony Jan Vodila.
GKS Tychy – Nesta Karawela Toruń 4:0 (2:0, 1:0, 1:0)
Bramki:
1:0 r. Simicek – M. Baranyk – T. Jakes (9:53)
2:0 r. Galant – J. Witecki – M. Leskoviansky (11:20)
3:0 M. Łopuski – T. Da Costa – M. Csorich (35:46) 5/4
4:0 r. Simicek- M. Csorich – T. Da Costa (44:50)
Kary: 6-10 min
GKS Tychy: Witek (Sobecki) Jakes, Dutka; Baranyk, Simicek (2), Bagiński – Csorich, Majkowski; Łopuski, Da Costa, Pasiut (2) – Sokół, Kotlorz; Leskoviansky, Galant (2), Witecki – Ciura, Wanacki; Kropac, Sośnierz, Przygodzki.
Nesta Karawela Toruń: Plaskiewicz (Bujanowski) – Lang, Gula; Bomastek, K. Kalinowski, M. Kalinowski – Skrzypkowski (2), Koseda (4); Dzięgiel, Borovansky, Marmurowicz – Porębski, Lidtke; Gościmiński, Kuchnicki, Minge – Gimiński (2), Huzarski (2), Husak, Pieniak.
Na tle outsidera z Torunia zawodnicy GKS Tychy dobrze się zaprezentowali. Niemal przez całe spotkanie gra toczyła się w tercji przyjezdnych. Tyszanie wymieniali wiele podań i zawiązywali składne akcje. Jedynym mankamentem, który muszą koniecznie wyeliminować jest słaba skuteczność. Wynik, który uzyskali nie oddaje w pełni przewagi jaką mieli na lodzie.
Od pierwszych minut tyszanie utrzymywali krążek w tercji obronnej przyjezdnych. Niestety przewaga w posiadaniu krążka nie przełożyła się na liczbę celnych strzałów. Po mniej więcej pięciu minutach goście nieco okrzepli i gra się wyrównała. W 10. minucie pierwszą bramkę dla miejscowych strzelił Roman Simicek, który strzałem z okolicy bulika zaskoczył bramkarza przyjezdnych. Chwilę później w podobnej sytuacji próbował Mikołaj Łopuski, ale tym razem na posterunku był Michał Plaskiewicz. Tyszanie rozstrzelali się na dobre, a w 12. minucie składną akcję trzeciej formacji wykończył Radosław Galant. Po strzeleniu drugiej bramki miejscowi ponownie zamknęli torunian w ich tercji obronnej, co sprawiło, że broniący tyskiej bramki Przemysław Witek nie miał zbyt wiele pracy. Jedną z nielicznych okazji do wykazania się miał w 18. minucie gdy na bramkę uderzał Daniel Minge. Tuż przed końce pierwszej odsłony groźnie na bramkę przyjezdnych uderzał Mikołaj Łopuski, ale tym razem górą był Michał Plaskiewicz.
Druga odsłona rozpoczęła się od kary Romana Simicka, co nie przeszkodziło tyszanom w prowadzeniu wyrównanej gry. W 23. minucie groźnie na bramkę Michała Plaskiewicza uderzał Matus Leskoviansky, który nareszcie miał więcej okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Trzy minuty później ten sam zawodnik znalazł się sam na sam z bramkarzem gości, ale tym razem uderzył minimalnie niecelnie. W 28. minucie tyszanie byli bardzo blisko strzelenia trzeciej bramki. Grzegorz Pasiut zmienił tor lotu krążka, który przetoczył się zaraz koło słupka. Siedem minut później sytuacji sam na sam nie wykorzystał Milan Baranyk, który nie zdołał przenieść krążka nad leżącym bramkarzem gości. Kolejnej bramki kibice doczekali się w 36.minucie, kiedy Mikołaj Łopuski mocnym strzałem posłał krążek między parkanami Michała Plaskiewicza.
Trzecia odsłona była bardziej wyrównana. Podopieczni Jana Vodili podwyższyli na 4:0 w 45. minucie, gdy zamieszanie pod bramką przyjezdnych wykorzystał Roman Simicek. Cztery minuty później goście przeprowadzili szybką akcję, po której w dobrej sytuacji znalazł się Bartosz Pieniak. Na szczęście Przemysław Witek zachował koncentracje i zakrył krążek ciałem. Chwilę później na tyską bramkę strzelał Jacek Dzięgiel, ale i tym razem lepszy okazał się bramkarz miejscowych. W 55. minucie bliski zdobycia piątej bramki był Teddy Da Costa, ale tym razem krążek odbił się od słupka. Ostatecznie GKS Tychy wygrał 4:0.
Po dzisiejszym zwycięstwie tyszanie dopisali do swojego dorobku kolejne trzy punkty, które pozwoliły im awansować na trzecie miejsce w tabeli PLH.
– To był mecz do jednej bramki. Ciężko się gra z zespołami, które ciągle się bronią, ale na szczęście udało nam się strzelić cztery bramki. Tej drużynie czegoś jeszcze brakuje, a ja wiem co to jest. Jednak póki co nie chcę o tym rozmawiać. Nie da się od razu zbudować zespołu, to ciągły proces. W niedzielę czeka nas trudny mecz z Sanokiem, który planujemy zagrać na cztery formacje – powiedział wyraźnie rozluźniony Jan Vodila.
GKS Tychy – Nesta Karawela Toruń 4:0 (2:0, 1:0, 1:0)
Bramki:
1:0 r. Simicek – M. Baranyk – T. Jakes (9:53)
2:0 r. Galant – J. Witecki – M. Leskoviansky (11:20)
3:0 M. Łopuski – T. Da Costa – M. Csorich (35:46) 5/4
4:0 r. Simicek- M. Csorich – T. Da Costa (44:50)
Kary: 6-10 min
GKS Tychy: Witek (Sobecki) Jakes, Dutka; Baranyk, Simicek (2), Bagiński – Csorich, Majkowski; Łopuski, Da Costa, Pasiut (2) – Sokół, Kotlorz; Leskoviansky, Galant (2), Witecki – Ciura, Wanacki; Kropac, Sośnierz, Przygodzki.
Nesta Karawela Toruń: Plaskiewicz (Bujanowski) – Lang, Gula; Bomastek, K. Kalinowski, M. Kalinowski – Skrzypkowski (2), Koseda (4); Dzięgiel, Borovansky, Marmurowicz – Porębski, Lidtke; Gościmiński, Kuchnicki, Minge – Gimiński (2), Huzarski (2), Husak, Pieniak.

