Kazimierz Wejchert jakiego nie znamy (patronat tychy.pl)

0
537
Jak zauważa Maria Lipok-Bierwiaczonek, Kazimierz Wejchert niektórym kojarzy się z posągową postacią, być z może z racji stanowiska, na jakim był zatrudniony w Miastoprojekcie – generalny projektant miasta (później taki tytuł przyznano również jego żonie Hannie Adamczewskiej-Wejchert).
– Po latach może się wydawać, że generalny projektant wszystko mógł i że wszystko od niego zależało. A to nieprawda. Przygotowując wystawę, miałam okazję przeczytać prywatne notatki profesora, w których wielokrotnie wyrażał swoją irytację, że coś idzie nie po jego myśli, bo nie wszystko rozumiały władze, od których zależały ostateczne decyzje. Te zapiski pokazują jednoznacznie, że w tamtych realiach politycznych były ograniczenia, z którymi on często się borykał, czyli nie był pieszczochem władzy, jak mogłoby się wydawać. Prawdą jest natomiast, że dostał wielką szansę, bo zlecenie zaprojektowania miasta, to szczęśliwy los na loterii, to się rzadko komu zdarza. A jemu udało się wygrać ważny konkurs i dostać takie zadanie – przyznaje dyrektor Muzeum Miejskiego.
Ziemia z wartościami
Jak podkreśla Lipok- Bierwiaczonek, z pewnością walorem koncepcji Wejcherta jest to, iż potrafił w tyskiej przestrzeni dostrzec dawne, zastane wartości kulturowe. Np. ochronił stare centrum Tychów z dominantą kościoła na wzgórzu. – Wbrew oczekiwaniom niektórych przedstawicieli władz partyjnych nie zaprojektował na osiedlu B wysokich budynków i przebiegu ulic, które zasłoniłyby widok na kościół. Przeciwnie, stworzył układ otwartych na świątynię uliczek z niską zabudową. Tak, że praktycznie z każdej strony kościół jest widoczny – wyjaśnia. – Ja żałuję jednak, że nie przewidział ważnej roli dla starego traktu paprocańskiego – nowa sieć ulic pocięła tę historyczną drogę na fragmenty.
Dusza humanisty
– Ważne miejsce w koncepcji Wejcherta zajmowali ludzie. Wielką wagę przywiązywał do warunków, w jakich będą mieszkać, wypoczywać. Istotne były dla niego tereny zielone, duże przestrzenie między blokami, by dzieci miały się gdzie bawić. Krótko mówiąc, humanistyczne przesłanie u profesora jest bardzo czytelne – stwierdza szefowa Muzeum Miejskiego.
Człowiek o bogatych zainteresowaniach
Wystawa w tyskim muzeum ma pokazać, że Wejchert był ciekawym człowiekiem. Poza pracą zawodową, wiele uwagi poświęcał swoim licznym zainteresowaniom. Pisał wiersze: liryki, ale też limeryki i żartobliwe fraszki. Chętnie malował akwarelą. Był zapalonym hodowcą irysów. Kochał góry, wędrówki na nartach i spływy kajakowe górskimi rzekami. Był wędkarzem. W młodości grał w siatkówkę, jego drużyna zdobyła kilkakrotnie mistrzostwo i wicemistrzostwo kraju.
– Na naszej ekspozycji będzie można zobaczyć nie tylko rekonstrukcję pracowni profesora w Miastoprojekcie, ale również jego akwarele, odręczne zapiski, liczne fotografie, dokumenty, tablicę rejestracyjną z pierwszego samochodu, albumy rodzinne i wiele, wiele innych perełek. Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów wystawy. Będzie trochę zaskakujących szczegółów – mówi pani dyrektor.
Ogrom pracy
Ekspozycję „Profesor Kazimierz Wejchert. W stulecie urodzin” pracownicy Muzeum Miejskiego przygotowywali od 2011 roku. Na jej potrzeby pozyskali wiele różnych eksponatów. Prezentowane m.in. zdjęcia, pamiątki, rękopisy, dokumenty pochodzą ze zbiorów prywatnych syna i córki profesora (Kazimierza Wejcherta i Doroty Wejchert-Gajczyk), jego przyjaciela i współpracownika Andrzeja Czyżewskiego, a także z Muzeum Architektury we Wrocławia i ze zbiorów własnych tyskiej placówki.
Autorem scenariusza wystawy jest Maria Lipok-Bierwiaczonek. Współpracownicy: Andrzej Czyżewski, Agnieszka Ociepa, Barbara Kopia.
Ekspozycję będzie można oglądać już od najbliższej soboty w siedzibie Muzeum Miejskiego przy ul. Katowickiej 9, aż do połowy stycznia 2013 roku. Zapraszamy!
***
Miasto Wejcherta oczami architektów
TT rozmawia z Józefem Kuklok-Opolskim, Leszkiem Witańskim i Andrzejem Skoczą z AB-Projektu
TT: Co jest najbardziej wartościowe w koncepcji miasta Kazimierza Wejcherta?
Leszek Witański: Na uwagę zasługuje układ komunikacyjny miasta.
Józef Kuklok-Opolski: Tak. Jest czytelny, łatwy, prosty. Całe miasto jest oparte na zasadzie dwóch osi: północ-południe to tzw. Oś Zielona i wschód-zachód – linia kolejowa. Równolegle do nich określony jest główny kwartał, z którego budowane są poszczególne osiedla, dzielnice. Ta prostota podziału siatki komunikacyjnej i jednocześnie terenów zielonych, czyli najważniejszych elementów życia miasta (komunikacja i rekreacja) wokół której powstawały Nowe Tychy, to cenny walor.
Andrzej Skocza: Jednym z ważniejszych elementów jest także przestrzeń. To, że są szerokie ulice, że miasto ma duże tereny zielone, rekreacyjne. Mówimy tu o parkach, skwerach, placach, strefach o dużej dostępności publicznej, których w Tychach nie brakuje.
Józef Kuklok – Opolski: Warto dodać, że dzięki szerokim, dwupasmowym ulicom, nasze miasto się nie korkuje. Oczywiście, w godzinach szczególnego natężenia ruchu pojawia się zatłoczenie, pojazdy poruszają się wolniej, ale nie stoją. Ruch komunikacyjny nie jest sparaliżowany, jak to ma miejsce w wielu innych miastach.
Andrzej Skocza: Jest jeszcze jeden walor – Ośrodek Wypoczynkowy Paprocany. To doskonałe miejsce do rekreacji i wypoczynku i dobrze się dzieje, że jest modernizowane i udoskonalane.
Czy podział miasta na osiedla jest dobry?
Leszek Witański: Tak, to dobry pomysł. Szczególnie dla identyfikacji miejsca, w którym się jest. Dzięki podziałowi na osiedla według liter alfabetu, każdy w mieście, nawet gość, może szybko i sprawnie dowolne miejsce zlokalizować.
A wydzielenie strefy przemysłowej od osiedli mieszkalnych?
Józef Kuklok-Opolski: O tak. Zdecydowanie wydzielenie tych dwóch stref to dobre rozwiązanie. Dzięki temu jedna jest niezależna od drugiej, i jedna drugiej nie przeszkadza w prawidłowym funkcjonowaniu. Dobrze także, że przemysł jest od strony wschodniej, czyli według założeń urbanistycznych przy róży wiatru, to miejsce, które nie oddziałuje uciążliwie na sferę mieszkaniową.
Czego w mieście brakuje? Co jest do ewentualnej korekty, poprawy? Co się Wejchertowi nie udało?
Józef Kuklok-Opolski: Miasto zaprojektowane, jako duży organizm, powinno się rozwijać, tak jak historycznie, kiedyś się to działo, począwszy od rynku, gdzie były najważniejsze elementy kształtowania przestrzeni: kościół, ratusz i karczma. To było takie centrum, zalążek, wokół którego rozbudowywały się historyczne miasta. Natomiast Tychy zaczęły się od budowy osiedla A w 1950 roku, i kiedy ona już trwała, w 1951 roku ogłoszono konkurs na budowę Nowego Miasta dla 30 tys. mieszkańców, później zwiększono tę liczbę do 100 tysięcy. Zatem Tychy rozbudowywały się nietypowo. Tak jakby rozwijał się dywan, czyli do tego, co już było gotowe, dobudowywano kolejne osiedla. I to było powodem, tego, że nigdy nie było czasu dla wybudowania serca miasta, czyli tzw. centrum. Trzeba wyjaśnić, że w latach budowy miasta socrealistycznego, później postmodernistycznego, najważniejsze były mieszkania. Liczyła się ilość oddanych lokali mieszkalnych na dany kwartał, rok, czy tzw. pięciolatkę. A budowa centrum była ciągle odkładana na później. Oczywiście było to związane z ideą budowy naszego miasta, jako sypialni dla Katowic. Ludzie mieli w Tychach wypoczywać i mieszkać, a w pozostałych śląskich miastach, gdzie były kopalnie pracować.
Czy centrum jest Tychom potrzebne?
Andrzej Skocza: Moim zdaniem, to miejsce charakterystyczne dla każdego miasta. Patrząc chociażby na Gdańsk, Kraków, Wrocław, Poznań – tam jest rynek główny, miejsce od którego promieniście rozchodzą się ulice do kolejnych zabudowań, osiedli. To wspomniane już serce miasta. A u nas, mimo że dzisiaj stwarza się takie namiastki charakterystycznych miejsc, jak np. Plac Baczyńskiego, brakuje w mieście centrum z prawdziwego zdarzenia.
Józef Kuklok-Opolski: Ważne jest co rozumiemy pod pojęciem „centrum”. Dziś ma ono podwójne znaczenie. Kiedyś jak już wspomniałem, centrum stanowiło kościół, karczma i ratusz. Współcześnie tzw. centrum wynosi się poza obszar miasta. Żyjemy w innych warunkach, przy innych możliwościach komunikacyjnych, centrum kojarzymy często z dużą galerią handlową, z terenami rekreacyjnymi, takimi jak aquaparki, pola golfowe itp., a to wszystko buduje się przecież poza granicami miast. Z drugiej strony, fajnie jest pójść do tego „historycznego” centrum na kawę. Ale tak naprawdę tyszanie nie są tego pozbawieni. Zmodernizowany Plac Baczyńskiego, czy Rynek na Starych Tychach, to do tego idealne miejsca. Kto powiedział, że centrum to musi być jeden wielki plac, do którego wszyscy się schodzimy.
Leszek Witański: Ale powiedzieć trzeba, że centrum na planach Wejcherta było. Według koncepcji miało powstać na skrzyżowaniu Osi Zielnej w Linią kolejową. Pomiędzy Hotelem Tychy a lodowiskiem, między ulicą Jana Pawła a aleją Niepodległości.
Jak Tychy wypadają na tle innych śląskich miast?
Józef Kuklok-Opolski: Tychy są jedynym miastem, w którym się dobrze mieszka, dobrze porusza i dobrze żyje. Można tu znaleźć miejsca do wypoczynku, rekreacji. Zdaniem niektórych mamy za mało miejsc kultury. Mamy jeden teatr i jedno kino. Uważam jednak, że to teza dyskusyjna. Żyjemy przecież w aglomeracji i wyjazd do kina czy teatru katowickiego, lub nawet krakowskiego, nie jest dla nikogo w dzisiejszych czasach żadnym problemem.
Leszek Witański: W latach 70., kiedy był taki nacisk na budowę mieszkań i kiedy rozpoczęła się ich prefabrykacja, Tychy bardzo dobrze się obroniły. Chodzi o tzw. wielką płytę, bo porównując, to co było budowane tym systemem w innych miastach, pokazuje, że ta nasza tyska architektura jest dobra.
Józef Kuklok-Opolski: Warto jeszcze wrócić do koncepcji dwupasmowych ulic. To pokazuje dalekowzroczność i perspektywiczne myślenie prof. Wejcherta. Bo w czasach, gdy powstały te ulice, wyglądały jak pasy startowe na lotniskach. Mówiło się, że miasto to koszary, gdzie dzielą osiedla ogromne niezagospodarowane przestrzenie. Zarzucano prof. Wejchertowi brak wyobraźni, poszanowania terenu itd. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że to właśnie jest dowód wyobraźni. Trzeba to docenić, bo dwupasmowe ulice są prawdziwym dobrodziejstwem.
Na zdjęciu: montaż wystawy poświęconej Kazimierzowi Wejchertowi w Muzeum Miejskim w Tychach