Hokej: Beniaminek postraszył GKS Tychy

0
51
W niedzielę, 9 września hokeiści GKS Tychy podejmowali na własnej tafli HC GKS Katowice. Jak można było się spodziewać derby Górnego Śląska przyniosły dużo emocji, ale co najważniejsze zakończyły się zwycięstwem tyszan 5:4.
Przed rozpoczęciem spotkania do Tyskiej Galerii Hokejowych Sław trafiła koszulka Krystiana Woźnicy. Wieloletni zawodnik i trener GKS Tychy zmarł w 2008 roku. Obecnie barwy tyskiego klubu reprezentuje jego syn Michał Woźnica.
Podopieczni trenera Jana Vodili dobrze weszli w dzisiejsze spotkanie. Od pierwszych minut narzucili swój styl gry, co szybko przyniosło efekt w postaci bramki. Grę w przewadze wykorzystał Teddy Da Costa, który zaskoczył zasłoniętego Zane Kaleba. Wydawało się, że miejscowi mają wszystko pod kontrolą i kolejne trafienia są tylko kwestią czasu. Niestety swoich okazji nie wykorzystali Adam Bagiński i Mikołaj Łopuski. Na domiar złego w 12. minucie Jared Brown wyprzedził Michała Kotlorza i z najbliższej odległości wcisnął krążek do bramki gospodarzy. Cztery minuty później tyszanie ponownie prowadzili. Tym razem sposób na bramkarza gości znalazł Rafał Dutka, który huknął z niebieskiej. Radość tyszan nie trwała zbyt długo, ponieważ tuż przed przerwą Jared Brown po raz drugi pokonał Arkadiusza Sobeckiego.
W drugiej tercji gra ponownie była wyrównana, a kibice nie musieli długo czekać na kolejne trafienia. W 26. minucie katowiczanie objęli prowadzenie, a wszystko za sprawą Artura Gwiżdża, który popisał się mocnym strzałem z niebieskiej. Zawodnicy GKS Tychy mieli swoje okazje, ale do wyrównania doprowadzili dopiero w 34. minucie. W zamieszaniu pod bramką gości największym sprytem wykazał się Adam Bagiński. W tej części gry sytuacją zmieniała się jak w kalejdoskopie. Trzy minuty po bramce „Bagisia”, tyszanie ponownie zjeżdżali z tafli z pochylonymi głowami. Tym razem krążek w bramce GKS Tychy umieścił Justin Chwedoruk, który wykorzystał fatalny błąd tyskiej obrony. Jeszcze przed przerwą tyszanom udało się wyrównać. Radosław Galant wprowadził krążek do tercji gości i z najbliższej odległości pokonał Zane Kalemba.
W ostatniej odsłonie oba zespoły grały bardzo ostrożnie i dużą wagę przywiązywały do gry w defensywie. Wspierani przez kibiców tyszanie, cierpliwie czyhali na błąd przeciwników. Opłaciło się to w 50. minucie, kiedy strzał Jakuba Wanackiego dobił Milan Baranyk. Podopieczni Jana Vodili nie oddali prowadzenia już do końca spotkania i ku uciesze tyskich fanów trzy punkty zostały w Tychach. Po końcowej syrenie zawodnicy i kibice wzajemnie podziękowali sobie za dostarczone emocje.
– Staram się strzelać bramki, bo takie jest moje zadanie. Cieszę się gdy mogę pomóc drużynie. Zawsze jest tak, że ciężko się gra z nowymi drużynami w lidze, ponieważ nikt nie wie czego można się po nich spodziewać. Bramki straciliśmy po własnych błędach. Potrzeba nam jeszcze trochę czasu, żeby się zgrać – ocenił Milan Baranyk.
– Był to mecz walki. Przeciwnicy postawili nam wysoko poprzeczkę. Wszystkie bramki w tym meczu były specyficzne, dlatego nie obwiniałbym Arka Sobeckiego. Musze przyznać, że drużyna z Katowic zagrała bardzo dobre spotkanie – powiedział Dominik Salamon, drugi trener GKS Tychy.
GKS Tychy – HC GKS Katowice 5:4 (2:2, 2:2, 1:0)
1:0 T. Da Costa – G. Pasiut (2:11) 5/4
1:1 J. Brown (10:31)
2:1 r. Dutka – A. Parzyszek – M. Baranyk (17:19)
2:2 J. Brown – N. Sucharski (19:26) 5/4
2:3 A. Gwiżdż – J. Wiecki – D. Galant (25:05)
3:3 A. Bagiński – R. Simicek (33:51) 5/4
3:4 J. Chwedoruk (37:34)
4:4 r. Galant (39:26) 4/4
5:4 M. Baranyk – J. Wanacki (49:32)
Kary: 6 – 12 min.
GKS Tychy: Sobecki,(Witek); Dutka, Kotlorz; Woźnica, Simicek, Bagiński (2) – Sokół, Majkowski; Baranyk, Parzyszek, Leskovjansky (2) – Csorich, Wanacki; Łopuski, Pasiut, Da Costa (2) – Ciura, Banachewicz; Przygodzki, Galant, Witecki.
HC GKS Katowice: Kalemba, (Szczerba) – Bychawski, Cescon (4); Guzik (2), Frączek, Bepierszcz – Preece, Bigos (2); Sucharski, Chwedoruk, Drzewiecki – Galant, Gwiżdż (2); Brown, Komorski, Wiecki – Śmiełowski, Pawlik; Szymański, Grobarczyk, Maćkowiak (2).