– Zawsze jest mi miło grać tutaj w aglomeracji śląskiej, czy to Katowice, Gliwice, Sosnowiec czy Tychy – mówi Gaba Kulka, która w sobotę dała koncert z okazji Industriady w Tyskim Browarium. – Publiczność i klimat, to wszystko sprawia, że jakoś dobrze się tutaj czuję.
W sobotę (30.06) odbyła się trzecia już edycja Industriady. W tym roku impreza zagościła w dwóch tyskich obiektach należących do Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Przez cały dzień w obu miejscach na zwiedzających czekały specjalne atrakcje, m.in warsztaty barmańskie, pokazy starego rzemiosła bednarskiego, festyn czy ogródek piwny. Wieczorem odbyły się koncerty: w Browarze Obywatelskim wystąpiła zespół Kulisz Trio, a w pubie Tyskiego Browarium – Gaba Kulka z zespołem.
Artystka wystąpiła w swoim autorskim repertuarze, znanym publiczności z albumów „Hat Rabbit” i „Out”. – Jest tu dość charakterystyczna akustyka, która nie zniesie bardzo głośnego grania, dlatego muzykę industrialną zostawiliśmy na inną okazję – mówiła Gaba przed koncertem, gdy udało nam się z nią przez chwilę porozmawiać.
TT: Czy gracie dzisiaj w tym samym składzie, w którym wystąpicie za parę dni na Open’erze?
Gaba Kulka: Nie. Na Open’erze gramy z projektem The Saintbox, który ukazał się w formie płytowej w marcu tego roku, To zespół który tworzymy z Olem Walickim, basistą i Maćkiem Szupicą, który zajmuje się stroną wizualną. A dziś gram ze swoim zespołem, z którym najczęściej koncertuję.
Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sceną? Podobno nie zawsze planowałaś taką karierę.
Trudno powiedzieć kiedy to się zaczęło. Wychowywałam się w domu pełnym muzyki, ponieważ moi rodzice są muzykami klasycznymi. Natomiast muzyka tak zwana rozrywkowa, też zawsze była obecna w moim życiu. One funkcjonowały równolegle, nie było tak, że skończyła się klasyczna a zaczęła rozrywkowa. Słuchałam Queen, później w liceum pasjami Alice Coopera.
Jesteś fanką Iron Maiden?
Tak, wielką fanką. Chociaż nie typową, bo odkryłam Iron Maiden dość późno, dopiero na przełomie szkoły średniej i studiów.
To dość oryginalny pomysł, nagrać coverovy album z repertuarem Iron Miaden.
– Nie jestem pewna, to bardzo wdzięczny temat ze względu na odległość gatunkową. Wydaje mi się ze coverowanie rzeczy które są stylistycznie bliskie temu co się robi, to jest spacer po cienkim lodzie. A im dalej, tym łatwiej wymyślić coś ciekawego. Oczywiście to nie była pobudka dla której nagraliśmy Iron Maiden, inicjatywa wyszła ze strony zespołu Baaba, który planował ten cover-album jeszcze zanim się poznaliśmy. Chcieli to zrobić z wokalistą albo wokalistką i wybór padł na mnie. Uznali że po pierwsze podołam, a po drugie, co było ważne, jestem fanką Iron Maiden. Nie musieliśmy więc tłumaczyć sobie podstawowych rzeczy.
A muzyka klasyczna, tradycje rodzinne, wykształcenie muzyczne?
Skończyło się na podstawówce w klasie skrzypiec. Nie chciało mi się ćwiczyć.
Chyba mało komu się chce…
No tak, ale są różne stopnie tego niechcenia, a mój stopień był bardzo zaawansowany (śmiech). Nie było cienia wątpliwości, że to nie jest ta droga. Poszłam do szkoły ogólnokształcącej o profilu humanistycznym. A później na Akademię Sztuk Pięknych. Kierunek architektury wnętrz wydał mi się interesujący i taki też był. Po pierwsze dość praktyczny a po drugie wszechstronny, z elementami malarstwa, grafiki, wzornictwa.
Ale w końcu postanowiłaś wyjść na scenę i zaśpiewać.
Nie wymyśliłam tego z dnia na dzień. Przyszedł taki moment kiedy zaczęłam słuchać dużo więcej muzyki fortepianowej, zaczęłam próbować swoich sił przy pianinie i od grania cudzych utworów przeszłam powolutku do swoich pierwszych prób piosenkowych. Zaczęły rodzić się piosenki i kiedy było ich już tyle, że można było zrobić z tego jakiś mini program wieczoru, wtedy zaczęłam szukać możliwości grania. Magicznym momentem był mój pierwszy koncert w nieistniejącym już warszawskim klubie Prohibicja.
Piosenki rodzą się nadal, nie przestają?
O, to bardzo ciężkie pytanie, na które nie da się uczciwie odpowiedzieć. Bo jak się powie „jasne, nie mam problemu, piszę sto piosenek dziennie” to następnego dnia człowiek wstaje z zupełną blokadą (śmiech). Źródło tego „czegoś”, to jest jeden z najważniejszych tematów dla każdego twórcy, cokolwiek robi. Nie jestem do końca wierna teorii, że to jest muza, fluid z kosmosu. Po części na pewno, ale z drugiej strony jest jakiś filtr, proces myślowy to gdzieś tam wychodzi w z człowieka. Ale co sprawia, że wychodzi tak albo inaczej – trudno powiedzieć, trzeba więc mieć pewną dozę zabobonnego szacunku dla muz. Żeby ktoś tam nie powiedział „aha, mamy cię”. I nie zakręcił kurka. Więc wolę tego nie roztrząsać.
***
Na zdjęciach:
Zdjęcie główne: Koncert Gaby Kulki z zespołem na zakończenie Industriady w Tyskim Browarium
Galeria:
Zdjęcia 1-3: Lukas Svoboda, mistrz świata barmanów, prowadzi warsztaty w pubie Tyskiego Browarium.
Zdjęcia 4-5: Maciej Kobyliński z Tyskiego Klubu Birofilów (w pomarańczowej koszulce) oprowadza zwiedzających po zabytkowym Browarze Obywatelskim.

