Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 40 w Tychach angażują się w akcję pomocy dzieciom chorym i poszkodowanym w wypadkach. W tym roku po raz kolejny dzieci odwiedzały swoich chorych kolegów w szpitalu, zbierały też maskotki i zabawki dla ofiar wypadków.
Pierwsza edycja akcji „Uśmiech dziecka” odbyła się w 2002 r. Przez ostatnie 11 lat uczniowie pod kierunkiem nauczycielek z SP nr 40 Aleksandry Hryniewieckiej i Iwony Szczepanek przygotowali szereg imprez dla chorych dzieci z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach i Oddziału Dziecięcego Szpitala Wojewódzkiego w Tychach. Tegoroczna edycja akcji rozpoczęła się w marcu. W odpowiedzi na plakaty rozmieszczone w szkole, uczniowie przynosili maskotki, gry planszowe, książeczki, itp., które postanowili podarować potrzebującym kolegom. W zamian za to otrzymywali znaczki „uśmiechnięte buzie”. – Po kilku dniach od rozpoczęcia akcji w szkole aż zaroiło się od tych znaczków, szczególnie wśród uczniów klas I – III – mówi Aleksandra Hryniewiecka.
W środę (20.06.) w szkole odbyła się impreza pod hasłem „Ratujemy, uczymy ratować” – podsumowanie tegorocznej akcji. Uczniów odwiedzili ratownicy medyczni z pogotowia ratunkowego w Tychach, którzy zaprezentowali sprzęt, jakiego używają, przeprowadzili też krótką lekcję udzielania pierwszej pomocy. Chętni uczniowie mogli sami spróbować przeprowadzić resuscytację na fantomach medycznych. Jedną z odważnych była Oliwia z klasy IIa. Czy po takim treningu poradziłaby sobie z udzieleniem pierwszej pomocy? – W sumie, chyba tak – odpowiada.
Podczas imprezy klasy najbardziej zaangażowane w tegoroczną edycję akcji „Uśmiech dziecka” otrzymały dyplomy. – Dawaliśmy różne maskotki i gry – mówi Adam Wroński, wyjaśniając czym jego klasa IIa zasłużyła sobie na taki dyplom. – Ja pomogłem naszemu koledze Wojtkowi, który był w szpitalu – dodaje Łukasz Błaszczyk, również z IIa. – Przyniosłem mu trzy prezenty. Dałem je Pani, a Pani zawiozła je do szpitala Wojtkowi.
Dzieci przekazały ratownikom cztery ogromne worki pluszowych maskotek. Taki miś–ratownik ma pomóc lekarzowi w nawiązaniu kontaktu z dzieckiem poszkodowanym w wypadku, złagodzić stres i odwrócić jego uwagę od tragedii.
– Ta akcja to dla naszych uczniów „żywa” lekcja wychowawcza – mówi Hryniewiecka. – Dzieci chętnie w niej uczestniczą i przekonują się, że czasem niewielki gest może sprawić innym wiele radości.
– Pomaganie jest fajne, bo wtedy ratuje się komuś życie – dodaje Łukasz Błaszczyk z IIa.
Na zdjęciu: Ratownicy medyczni zaprezentowali dzieciom w jaki sposób transportują osoby poszkodowane w wypadkach. Na ochotnika w roli rannej wystąpiła uczennica drugiej klasy Gabrysia.
Foto: Eliza Madej
Pierwsza edycja akcji „Uśmiech dziecka” odbyła się w 2002 r. Przez ostatnie 11 lat uczniowie pod kierunkiem nauczycielek z SP nr 40 Aleksandry Hryniewieckiej i Iwony Szczepanek przygotowali szereg imprez dla chorych dzieci z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach i Oddziału Dziecięcego Szpitala Wojewódzkiego w Tychach. Tegoroczna edycja akcji rozpoczęła się w marcu. W odpowiedzi na plakaty rozmieszczone w szkole, uczniowie przynosili maskotki, gry planszowe, książeczki, itp., które postanowili podarować potrzebującym kolegom. W zamian za to otrzymywali znaczki „uśmiechnięte buzie”. – Po kilku dniach od rozpoczęcia akcji w szkole aż zaroiło się od tych znaczków, szczególnie wśród uczniów klas I – III – mówi Aleksandra Hryniewiecka.
W środę (20.06.) w szkole odbyła się impreza pod hasłem „Ratujemy, uczymy ratować” – podsumowanie tegorocznej akcji. Uczniów odwiedzili ratownicy medyczni z pogotowia ratunkowego w Tychach, którzy zaprezentowali sprzęt, jakiego używają, przeprowadzili też krótką lekcję udzielania pierwszej pomocy. Chętni uczniowie mogli sami spróbować przeprowadzić resuscytację na fantomach medycznych. Jedną z odważnych była Oliwia z klasy IIa. Czy po takim treningu poradziłaby sobie z udzieleniem pierwszej pomocy? – W sumie, chyba tak – odpowiada.
Podczas imprezy klasy najbardziej zaangażowane w tegoroczną edycję akcji „Uśmiech dziecka” otrzymały dyplomy. – Dawaliśmy różne maskotki i gry – mówi Adam Wroński, wyjaśniając czym jego klasa IIa zasłużyła sobie na taki dyplom. – Ja pomogłem naszemu koledze Wojtkowi, który był w szpitalu – dodaje Łukasz Błaszczyk, również z IIa. – Przyniosłem mu trzy prezenty. Dałem je Pani, a Pani zawiozła je do szpitala Wojtkowi.
Dzieci przekazały ratownikom cztery ogromne worki pluszowych maskotek. Taki miś–ratownik ma pomóc lekarzowi w nawiązaniu kontaktu z dzieckiem poszkodowanym w wypadku, złagodzić stres i odwrócić jego uwagę od tragedii.
– Ta akcja to dla naszych uczniów „żywa” lekcja wychowawcza – mówi Hryniewiecka. – Dzieci chętnie w niej uczestniczą i przekonują się, że czasem niewielki gest może sprawić innym wiele radości.
– Pomaganie jest fajne, bo wtedy ratuje się komuś życie – dodaje Łukasz Błaszczyk z IIa.
Na zdjęciu: Ratownicy medyczni zaprezentowali dzieciom w jaki sposób transportują osoby poszkodowane w wypadkach. Na ochotnika w roli rannej wystąpiła uczennica drugiej klasy Gabrysia.
Foto: Eliza Madej

