Rozmowa z Janem Nowickim: Nie ma prowincji

0
58

TT: Jest pan pomysłodawcą, reżyserem, scenarzystą i wykonawcą trzech niezwykłych spektakli łączących teatr z poezją i muzyką. Jaki był pretekst podjęcia tematu odkupienia, misterium wielkanocnego, intymnego dialogu poety z Bogiem? Co jest wspólnym mianownikiem tych przedstawień, jeśli taki istnieje?
JAN NOWICKI: Pretekstem do powstania pierwszego spektaklu „Po drodze krzyżowej”, była Wielkanoc. Oparłem go na wierszach ks. Jana Twardowskiego, poety, który był mistrzem liryki religijnej, choć jego wiersze są radosne, pozbawione patosu. Jego poezja niesie radość nadziei, jest pełna humoru i jednocześnie głębi spojrzenia na świat, hymnem na cześć Stwórcy i stworzenia. Drugi spektakl był odpowiedzią na śmierć Jana Pawła II i wszystkiego tego, co się wtedy wydarzyło, co nami wstrząsnęło, co nas połączyło. Spektakl ten, rzecz jasna, oparty jest na tekstach papieża. W trzecim przedstawieniu „Co może jeden człowiek” pojawia się poezja Czesława Miłosza, Bolesława Leśmiana, Karola Wojtyły, także moje utwory. Do tego dochodzi muzyka Marka Stryszowskiego i Cezarego Chmiela. Powodem grania tego spektaklu jest pierwsza rocznica beatyfikacji Jana Pawła II.
W tym przedstawieniu gra pan rolę księdza Jana Twardowskiego. Ksiądz Jan był osobą bardzo skromną. Twierdził, że jego wiersze są serdecznie niemodne i szczęśliwie zapóźnione, zarazem tęsknił za humorem, bo według niego humor uczy pokory. Jak to się stało, że sięgnął pan właśnie po jego lirykę, wydawało by się, tak nie pasującą do poważnej zadumy wielkanocnej?
To koledzy podsunęli mi jego wiersze. Przeczytałem je w jedną noc. Poznałem księdza Twardowskiego, choć było to krótkie spotkanie. Jego poezja niesie w sobie coś, czego brakuje mi we współczesnym Kościele. Jego Bóg, Jezus jest wyrozumiały, bliski nam, bo przeżył nasze ludzkie życie i wie, co to radość, smutek, zwątpienie, rozpacz, samotność, zachwyt. Krzyż jest w poezji Twardowskiego nie tylko znakiem cierpienia, ale także znakiem miłości. Ksiądz Jan twierdził, że z dwóch pytań: w jaki sposób Jezus cierpiał i dlaczego, najbardziej istotne jest to drugie pytanie. Nie neguję potrzeby refleksji, zadumy wielkanocnej. Pierwszy spektakl, z 14 stacjami drogi krzyżowej, jest taką naszą odpowiedzią na to pytanie. Chcieliśmy z kolegami pokazać Boga dobrego, pobłażliwego, radosnego, takiego jakim widział Go ks. Jan Twardowski czy ks. Józef Tischner.

W pańskim spektaklu gracie „Mury” Jacka Karczmarskiego, utwór niejako zawłaszczony przez Solidarność lat 80. minionego wieku, jako pieśń patriotyczną, zagrzewającą do walki, do zmiany, choć sam Karczmarski przypisywał jej zupełnie inny sens. Także pojawia się „Barka”, ulubiona pieśń Jana Pawła II, raczej o rodowodzie oazowym. Czy nie jest to pójście na łatwiznę, proste granie na ludzkich emocjach, sentymentach?

Też zastanawialiśmy się, czy nie będzie to zbyt łatwe skojarzenie, takie ocierające się o kicz. Ale z drugiej strony „Mury” Karczmarskiego, czy tego autor chciał, czy nie, kojarzą nam się zawsze ze zwycięstwem, z przełomem i tego już nie zmienimy. Także Barka zawsze będzie łączyć się z osobą Jana Pawła II. My ten spektakl gramy w kościołach i ludzie tego oczekują, widzimy to po ich reakcjach. W tej formule spektaklu w kościele mieści się wszystko: i ks. Twardowski, Miłosz, Leśmian, Karczmarski i rzecz jasna papież Jan Paweł II.

Powiedział pan gramy, nie tylko w sensie interpretacji, gry aktorskiej, także muzyki. Jak udało się panu zaprosić do współpracy zespół tak świetnych muzyków?
Muszę podkreślić, że to wspaniali chłopcy, każdy z nich zasługuje na osobne uznanie: Marek Stryszowski, wirtuoz saksofonu i fleta prostego, Cezary Chmiel, grający na syntezatorach i trębacz dr Tomasz Kudyk. Oczywiście nie doktor medycyny, tylko doktor muzyki. To człowiek, który gra, ćwiczy wszędzie, wykorzystuje każde miejsce i każdą wolną chwilę do podniesienia swojego kunsztu gry na tym instrumencie.
W okresie Wielkiego Postu ludzie szukają jakiegoś wyciszenia, skupienia, głębszej refleksji, zanurzenia się w poezję, w coś innego, niż to, co oferuje im zadyszka, rytm dnia codziennego. Wasz spektakl świetnie wpisuje się w ten czas.

Pracujemy ciężko, ale sprawia nam to dużą radość. Codziennie pokonujemy trasę 400, 600 km. Po koncercie w Tychach czeka nas znów 400-kilometrowa podróż. Gramy w dużych miastach i małych miejscowościach. Nie nazwę tego prowincją, bo w dobie globalizacji, szybkiego obiegu informacji, dostępu do internetu, nie ma już czegoś takiego, co dawniej określaliśmy mianem prowincja. Mamy wrażenie, że ten spektakl podoba się wszędzie, że ludzie potrzebują poezji, muzyki. Pod warunkiem, że ci, którzy im to oferują, traktują swe zadania profesjonalnie, na najwyższym poziomie, na jaki ich stać, że traktują widzów jak wyrobioną publiczność, nie starając się chałturzyć, byle jak wykonywać swoją pracę. W kościele można grać nawet jazz, jeśli wykonawcą jest muzyk tej klasy, co np. Tomasz Kudyk. Ludzie oczekują z jednej strony radości i uśmiechu, z drugiej jakiegoś impulsu do refleksji, zadumy. Bez patosu, sentymentalizmu, czasem nawet szorstko. Myślę, że nas spektakl dostarcza im właśnie takich wrażeń.

Swoje spektakle nagrali państwo na płyty CD. To chyba dobry pomysł, bo jest szansa dotarcia do szerszego grona odbiorców.
To nowy pomysł, wydaje mi się, że udany. Można powiedzieć, że płyta jest jeszcze ciepła. Jestem zadowolony z efektu. Podczas nagrań można było coś poprawić, ulepszyć. Płyta dobrze się sprzedaje. Podczas tej trasy koncertowej przekonałem się, że jeśli lubi się swoją pracę, szanuje swoich współpracowników, to i publiczność potrafi w pełni docenić ten wysiłek. To duża satysfakcj

Co może jeden człowiek

W sobotę, 31 marca, w kościele św. Ducha, Jan Nowicki i zespół De Profundis w składzie: Marek Stryszowski, Cezary Chmiel, Tomasz Kudyk, wystąpili ze spektaklem teatralno-poetycko-muzycznym pt. ,,Co może jeden człowiek”. Spektakl powstał z okazji I rocznicy beatyfikacji Jana Pawła II. Wiersze ks. Jana Twardowskiego, Czesława Miłosza, Bolesława Leśmiana i Karola Wojtyły, Jana Nowickiego oraz „Barka” i „Mury”, stanowią oś spektaklu.
Fot. M. Giel