Piłkarze GKS Tychy bezbramkowo zremisowali dzisiejsze spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec. Tyszanie pozostali liderem II ligi grupy zachodniej, jednak rywale mają rozegrany o jeden mecz mniej.
Początek meczu z pewnością nie zapowiadał bezbramkowego rezultatu. GKS odważnie zaatakował bramkę ostatniego w tabeli Zagłębia. Na początku spotkania na strzał z dystansu zdecydował się Łukasz Małkowski, jednak piłka minimalnie minęła bramkę Marcina Suchańskiego, byłego bramkarza GKS. Okazję miał też Remigiusz Malicki, ale przestrzelił. Po przerwie w grze GKS nadal było sporo niedokładności, co uniemożliwiało rozgrywanie składnych akcji. Dobrą okazję miał Bartłomiej Babiarz, ale uderzył wprost w bramkarza gości. Groźnie strzelał też Marcin Folc (zastąpił Malickiego), ale jego „główka” minęła cel. Chwilę wcześniej szansę miał Daniel Feruga – ponownie trafił prosto w bramkarza.
Piłka w końcu wpadła do bramki… tyszan, jednak sędzia gola nie uznał. Pod koniec spotkania goście byli bliscy ponownego trafienia do bramki GKS. Rozpaczliwe wybicie piłki z własnej połowy gracza gości o mało nie przelobowało Struskiego…
– Na pewno nie jestem zadowolony z remisu, ale lepiej jest zremisować niż przegrać. Stworzyliśmy sobie cztery okazje bramkowe, ale zabrakło zimnej krwi, by je skutecznie wykończyć – mówił po meczu Piotr Mandrysz, trener GKS.
GKS Tychy – Zagłębie Sosnowiec 0:0.
GKS: Struski – Odrobiński, Kopczyk, Balul, Mączyński (81. Wawoczny) – Małkowski (63. Feruga), Kupczak, Babiarz, Czupryna, Waksmundzki (46. Bizacki) – Malicki (76. Folc).
Fot. Łukasz Sobala
Początek meczu z pewnością nie zapowiadał bezbramkowego rezultatu. GKS odważnie zaatakował bramkę ostatniego w tabeli Zagłębia. Na początku spotkania na strzał z dystansu zdecydował się Łukasz Małkowski, jednak piłka minimalnie minęła bramkę Marcina Suchańskiego, byłego bramkarza GKS. Okazję miał też Remigiusz Malicki, ale przestrzelił. Po przerwie w grze GKS nadal było sporo niedokładności, co uniemożliwiało rozgrywanie składnych akcji. Dobrą okazję miał Bartłomiej Babiarz, ale uderzył wprost w bramkarza gości. Groźnie strzelał też Marcin Folc (zastąpił Malickiego), ale jego „główka” minęła cel. Chwilę wcześniej szansę miał Daniel Feruga – ponownie trafił prosto w bramkarza.
Piłka w końcu wpadła do bramki… tyszan, jednak sędzia gola nie uznał. Pod koniec spotkania goście byli bliscy ponownego trafienia do bramki GKS. Rozpaczliwe wybicie piłki z własnej połowy gracza gości o mało nie przelobowało Struskiego…
– Na pewno nie jestem zadowolony z remisu, ale lepiej jest zremisować niż przegrać. Stworzyliśmy sobie cztery okazje bramkowe, ale zabrakło zimnej krwi, by je skutecznie wykończyć – mówił po meczu Piotr Mandrysz, trener GKS.
GKS Tychy – Zagłębie Sosnowiec 0:0.
GKS: Struski – Odrobiński, Kopczyk, Balul, Mączyński (81. Wawoczny) – Małkowski (63. Feruga), Kupczak, Babiarz, Czupryna, Waksmundzki (46. Bizacki) – Malicki (76. Folc).
Fot. Łukasz Sobala

