Hokeiści GKS Tychy nie zawiedli oczekiwań swoich fanów. W niedzielne popołudnie (29.01) pewnie pokonali Nestę Karawela Toruń 5:2, a o zwycięstwie przesądziła świetna dyspozycja drugiego ataku i pewna postawa Marka Rączki.
W pierwszej tercji tyszanie mieli wyraźną przewagę, co szybko przełożyło się na wynik. Już w 6. minucie Michał Plaskiewicz skapitulował po strzale Jakuba Witeckiego. Gospodarze cały czas byli w natarciu, a kolejne trafienia były kwestią czasu. W 14. minucie akcję czwartego ataku wykończył Marcin Kozłowski, który szybko zgrał się ze swoimi nowymi partnerami. Dwie minuty później przypomniała o sobie druga formacja GKS. „Atak centrów” punktuje ostatnio w każdym spotkaniu i w tym nie mogło być inaczej. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Teddy Da Costa, który wykorzystał dokładne podanie Adriana Parzyszka.
W drugiej odsłonie gra się wyrównała, a goście coraz częściej sprawdzali czujność Marka Rączki, który strzegł bramki GKS. Rezerwowy bramkarz spisywał się bardzo poprawnie, ale w ostatnich sekundach tercji skapitulował po strzale Arkadiusza Marmurowicza. Gospodarze mimo kilku okazji nie zdołali podwyższyć prowadzenia. Cieszy jednak fakt, że trener Matczak konsekwentnie grał na cztery ataki.
Ostatnia część gry rozpoczęła się od szybkiej wymiany ciosów. W 42. minucie Adrian Parzyszek sprytnie zmienił tor lotu krążka i skierował go do bramki Michała Plaskiewicza. Zaledwie dwie minuty później gościom udało się zniwelować straty po strzale, aktywnego od początku spotkania, Tomasz Ziółkowski. Chwilę po wznowieniu tyszanie mieli okazję na podwyższenie prowadzenia, ale tym razem krążek po strzale Teddego Da Costy trafił w słupek. Gorąco na tafli zrobiło się w 53. minucie, kiedy Radosław Galant i Kamil Gościmiński postanowili zaprezentować swoje umiejętności pięściarskie. Po opanowaniu sytuacji sędzia główny nałożył na obu zawodników kary meczu i odesłał do szatni. Do końca spotkania tyszanie kontrolowali grę, a tuż przed końcową syreną wynik na 5:2 dla GKS ustalił Grzegorz Pasiut, który powoli staje się specjalistą od strzałów na pustą bramkę.
– O zwycięstwie zdecydowała pierwsza tercja. Chcieliśmy jak najszybciej strzelić bramki, by kontrolować spotkanie. Po przerwie wyszliśmy trochę zdekoncentrowani. Nie możemy tak robić, bo nasza gra była zbyt ryzykowna. Na szczęście Marek Rączka dobrze bronił, ponieważ chwilami było niebezpiecznie. Lepiej mi się gra pod wodzą trenera Matczaka. Treningi są ciekawsze i panuje na nich świetna atmosfera. W końcu stworzyliśmy drużynę, musimy jednak pamiętać, że zostało jeszcze siedem meczy, a naszym celem jest awans do play-off. – powiedział po meczu uśmiechnięty Teddy Da Costa.
Warto odnotować fakt, że na tafli pojawił się dzisiaj Jakub Wanacki, który powraca do wyjściowego składu po długiej kontuzji barku. Zdobyte dzisiaj trzy punkty wywindowały GKS Tychy na drugie miejsce w tabeli PLH. Bezkonkurencyjny jest lider z Sanoka, natomiast tyszanie, podobnie jak Comarch Cracovia Kraków zgromadzili na swoim koncie sześćdziesiąt sześć punktów. O oczko mniej mają Aksam Unia Oświęcim i JKH GKS Jastrzębie. Jak widać sytuacja w tabeli PLH jest bardzo wyrównana i do końca będzie toczyć się walka o awans do czołowej czwórki.
GKS Tychy – Nesta Karawela Toruń 5:2 (3:0, 0:1,2:1)
Bramki:
1:0 J. Witecki – R. Galant (5:34)
2:0 M. Kozłowski – Ł. Sośnierz (13:52)
3:0 T. Da Costa – Parzyszek – Pasiut (15:09)
3:1 A. Marmurowicz – K. Gościmiński (39:42)
4:1 A. Parzyszek – Ł. Sokół – T. Da Costa (41:28)
4:2 T. Ziółkowski – M. Wróbel (43:40) 4/4
5:2 Pasiut (59:28) 4/6 EN
Kary: 29 – 27 min.
GKS Tychy: Rączka – Csorich, Bobcek (2); Bagiński, Simicek, Woźnica – Sokół, Wanacki; Pasiut, Parzyszek, T. Da Costa – Majkowski, Ciura; Witecki, Galant (5+20), T. Kozłowski – Mejka; Banachewicz, M. Kozłowski, Sośnierz, Przygodzki (2).
Nesta Karawela Toruń: Plaskiewicz – Bluks, Gaisin; Bomastek (2), Kuchnicki, Marmurowicz – Smeja, Gimiński (5+20); Baranyk, Dzięgiel, Wróbel – Lidtke, Porębski; Ziółkowski, Chrzanowski, Jankowski – Winiarski, Gościmiński.
W pierwszej tercji tyszanie mieli wyraźną przewagę, co szybko przełożyło się na wynik. Już w 6. minucie Michał Plaskiewicz skapitulował po strzale Jakuba Witeckiego. Gospodarze cały czas byli w natarciu, a kolejne trafienia były kwestią czasu. W 14. minucie akcję czwartego ataku wykończył Marcin Kozłowski, który szybko zgrał się ze swoimi nowymi partnerami. Dwie minuty później przypomniała o sobie druga formacja GKS. „Atak centrów” punktuje ostatnio w każdym spotkaniu i w tym nie mogło być inaczej. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Teddy Da Costa, który wykorzystał dokładne podanie Adriana Parzyszka.
W drugiej odsłonie gra się wyrównała, a goście coraz częściej sprawdzali czujność Marka Rączki, który strzegł bramki GKS. Rezerwowy bramkarz spisywał się bardzo poprawnie, ale w ostatnich sekundach tercji skapitulował po strzale Arkadiusza Marmurowicza. Gospodarze mimo kilku okazji nie zdołali podwyższyć prowadzenia. Cieszy jednak fakt, że trener Matczak konsekwentnie grał na cztery ataki.
Ostatnia część gry rozpoczęła się od szybkiej wymiany ciosów. W 42. minucie Adrian Parzyszek sprytnie zmienił tor lotu krążka i skierował go do bramki Michała Plaskiewicza. Zaledwie dwie minuty później gościom udało się zniwelować straty po strzale, aktywnego od początku spotkania, Tomasz Ziółkowski. Chwilę po wznowieniu tyszanie mieli okazję na podwyższenie prowadzenia, ale tym razem krążek po strzale Teddego Da Costy trafił w słupek. Gorąco na tafli zrobiło się w 53. minucie, kiedy Radosław Galant i Kamil Gościmiński postanowili zaprezentować swoje umiejętności pięściarskie. Po opanowaniu sytuacji sędzia główny nałożył na obu zawodników kary meczu i odesłał do szatni. Do końca spotkania tyszanie kontrolowali grę, a tuż przed końcową syreną wynik na 5:2 dla GKS ustalił Grzegorz Pasiut, który powoli staje się specjalistą od strzałów na pustą bramkę.
– O zwycięstwie zdecydowała pierwsza tercja. Chcieliśmy jak najszybciej strzelić bramki, by kontrolować spotkanie. Po przerwie wyszliśmy trochę zdekoncentrowani. Nie możemy tak robić, bo nasza gra była zbyt ryzykowna. Na szczęście Marek Rączka dobrze bronił, ponieważ chwilami było niebezpiecznie. Lepiej mi się gra pod wodzą trenera Matczaka. Treningi są ciekawsze i panuje na nich świetna atmosfera. W końcu stworzyliśmy drużynę, musimy jednak pamiętać, że zostało jeszcze siedem meczy, a naszym celem jest awans do play-off. – powiedział po meczu uśmiechnięty Teddy Da Costa.
Warto odnotować fakt, że na tafli pojawił się dzisiaj Jakub Wanacki, który powraca do wyjściowego składu po długiej kontuzji barku. Zdobyte dzisiaj trzy punkty wywindowały GKS Tychy na drugie miejsce w tabeli PLH. Bezkonkurencyjny jest lider z Sanoka, natomiast tyszanie, podobnie jak Comarch Cracovia Kraków zgromadzili na swoim koncie sześćdziesiąt sześć punktów. O oczko mniej mają Aksam Unia Oświęcim i JKH GKS Jastrzębie. Jak widać sytuacja w tabeli PLH jest bardzo wyrównana i do końca będzie toczyć się walka o awans do czołowej czwórki.
GKS Tychy – Nesta Karawela Toruń 5:2 (3:0, 0:1,2:1)
Bramki:
1:0 J. Witecki – R. Galant (5:34)
2:0 M. Kozłowski – Ł. Sośnierz (13:52)
3:0 T. Da Costa – Parzyszek – Pasiut (15:09)
3:1 A. Marmurowicz – K. Gościmiński (39:42)
4:1 A. Parzyszek – Ł. Sokół – T. Da Costa (41:28)
4:2 T. Ziółkowski – M. Wróbel (43:40) 4/4
5:2 Pasiut (59:28) 4/6 EN
Kary: 29 – 27 min.
GKS Tychy: Rączka – Csorich, Bobcek (2); Bagiński, Simicek, Woźnica – Sokół, Wanacki; Pasiut, Parzyszek, T. Da Costa – Majkowski, Ciura; Witecki, Galant (5+20), T. Kozłowski – Mejka; Banachewicz, M. Kozłowski, Sośnierz, Przygodzki (2).
Nesta Karawela Toruń: Plaskiewicz – Bluks, Gaisin; Bomastek (2), Kuchnicki, Marmurowicz – Smeja, Gimiński (5+20); Baranyk, Dzięgiel, Wróbel – Lidtke, Porębski; Ziółkowski, Chrzanowski, Jankowski – Winiarski, Gościmiński.

